• Home• • Domki Letniskowe• • Kwatery Prywatne• • Kamera• • Komentator•
Zapora Rożnów w historii polskiego ruchu oporu

W historii polskiego ruchu oporu zapora rożnowska miała się stać zagadnieniem Jedynym w swoim rodzaju i wyjątkowym. Świadczą o tym choćby liczne legendy, mówiące o takich czy innych wariantach Jej obrony przed wysadzeniem. Legendy, w których nie kryje się ani przysłowiowe ziarnko prawdy, ale których częstotliwość świadczy o wadze i randze problemu. Spróbujmy w gąszczu fantastycznych opowieści znaleźć i ustalić właściwe kontury sprawy. A zarazem kres położyć romantyczny m bzdurom o wydarzeniach, które na szczęście dla zapory nigdy nie zaistniały.

Latem 1944 r. rozeszła się w Sądeczyźnie pogłoska, że Niemcy planują zaminowanie zapory celem Jej wysadzenia. Pogłoska, jak to zwykle bywa, urosła do wymiarów kosmicznych, siejąc grozę i lęk. Głównie oczywiście w setkach wsi poniżeJ zapory, którym wykonanie szatańskiego planu przyniosłoby całkowitą zagładę. Wieści te dotarły do kierownictwa ruchu ludowego,,komend obwodowych AK i BCh, oraz dowództwa 1 PSP-AK, a wreszcie do komendanta partyzantki radzieckiej ppłk. Zołotara. Sprawa nabrała ogromnego rozgłosu, stając się naczelnym zagadnieniem chwili. Przez dłuższy czas problemem ewentualnej obrony zapory żyły sztaby sil zbrojnych Podhala i kierownictwa ruchu ludowego, któremu sprawa ta szczególnie leżała na sercu. Jesienią 1944 r. do komend obwodów AK i BCh wpłynęły pisma od ppłk. Zołotara, który imieniem Zjednoczonych Oddziałów Partyzantki Radzieckiej okręgu południowego prosił o podanie stanu przygotowań do obrony zapory przed wysadzeniem, proponując ze swej strony pomoc jaka w tej sytuacji będzie potrzebna. Niezależnie od propozycji współpracy z partyzantką polską - ppłk. Zołotar na własną rękę otoczył zaporę siecią wywiadu,           pragnąc odkryć i udaremnić zamiary wroga. Tymbardziej, że był przekonany iż plan wysadzenia zapory mieć będzie na celu przede wszystkim zniszczenie oddziałów Armii Czerwonej, które w danej chwili znajdują się poniżej zapory, w zasięgu wodnej topieli. Ze strony. polskiej sprawą zapory zajęło się dowództwo 1 PSP-AK, zlecając szczegółowe rozpracowanie obrony zapory komendzie obwodu AK Nowy Sącz. W komendzie odbyła się specjalna narada, na której omówione zostały różne warianty obrony zapory, łącznie z przydziałem funkcji i zadań. Bezpośrednie wykonawstwo operacji nazwanej >Akcja Zapora< otrzymała pla- cówka AK obejmująca teren gminy Łososina Dolna, nazwana w konspiracyjnym skrócie Dolina, której komendantem był mgr Stefan Bednarek, ps. >Wojtek< lub ~Mścisław< z Michalczo-wej. Placówka dolina sąsiadując z zaporą od strony zachodniej, poprzez zalesiony wał Ostrej, miała stąd idealny punkt obserwa-cyjny i uderzeniowy. Poza tym była to placówka dobrze zorga-nizowana i miała na swym terenie jeden z lepszych oddziałów partyzanckich, zwany grupą ~Topora<. Bednarek zaczął od prób nawiązania kontaktów z pracowni-kami zapory, aby zorientować się w sytuacji ogólnej i ustalić możliwości dalszego działania. Zapora strzeżona przez silny oddział żandarmerii, a później ~Wehrmachtu, nie była terenem łatwym do konspiracyjnej penetracji. Mimo wszystko udało się Bednarkowi zorganizować w Roż-nowie komórkę AK, na czele której stanął nauczyciel, wysiedlony ze Śląska, Andrzej Mustel, ps. ~Jeleń. Komórka ta miała się stać bezpośrednim stróżem i obserwatorem zachodzących na zaporze wydarzeń, no i źródłem potrzebnych informacji. Niestety, w pierwszych dniach lipca 1944 r. Mustel, nim zdą-żył cokolwiek dla sprawy uczynić, wskutek nieostrożności czy zdrady został aresztowany. Poddany śledztwu, nie wytrzymał tortur i zaczął sypać - wydając nazwiska ludzi, z którymi miał kontakty. W wyniku załamania się Mustla zginął czołowy działacz chłopski z Przydonicy, Józef Sadłoń, ps. ~Grab~, zastrzelony 12 lipca 1944 r. we własnym domu, w momencie próby wydarcia się z rąk gestapo. Druga ofiara Mustla, urzędnik Zarządu Gmin-nego w Kobyle-Gródku, Bronisław Florek, został rozstrzelany. Sarn Mustel, gdy już nie miał nic do powiedzenia, zginął-rozstrze-lany na żydowskim cmentairzu w, Nowym Sączu. Z momentem aresztowania Mustla działalność AK w Rożno-wie ustała i Już do końca wojny nie udało się Jej reaktywować w szerszym sensie. W międzyczasie udaje się wywiadowi AK dotrzeć w głąb spraw zapory przez pozyskanie do współpracy głównej osobistości wśród polskiej załogi Rożnowa, a mianowicie inż. Wacława Balcerskiego. Balcerski, specjalista od zagadnień hydroenergii o europejskiej sławie - pracując na zaporze od początku, znał tu każdy szczegół. A poza tym honorowany przez Niemców Jako wybitny spec - miał dostęp do wszystkich ważniejszych dokumentów. To też kilkakrotne informacje dostarczone komendzie AK za po-średnictwem inż. Władysława Pietruszewskiego i innych, podające stan załogi zapory i Jej uzbrojenie, łącznie z wyjaśnieniem naj-drastyczniejszej sprawy domniemanego zaminowania zapory - stały się dokumentami wagi zasadniczej. Z tą chwilą zainteresowanie zaporą ze strony AK ograniczyło się do częstego sprawdzania stanu ewentualnych przygotowań do robót minerskich na zaporze, oraz do penetracji wokół zapory, z myślą ratowania urządzeń zapory i elektrowni na wypadek, gdyby Niemcy zamierzali przed opuszczeniem Rożnowa dokonać jakichś aktów niszczycielskich. Równocześnie problemem zapory zajęło się powiatowe kie-rownictwo ruchu ludowego i Komenda BCh nowosądeckiego obwodu, z Józefem Olszyńskim i Stanisławem Szneidrem na czele. Lokalne Ogniwa ROCH i BCh otrzymały odpowiednie dyspo-zycje. Kierownictwo ~Akcją Zapora~ objął gminny komendant BCh, a zarazem przewodniczący gminnej trójki politycznej, Sta-nisław Kantor, ps. >Ul z Bartkowej. Kantorowi udało się stosunkowo szybko dotrzeć poprzez znajomych robotników na zaporę i zorganizować trójkę BCh. Weszli do niej: Stanisław Szmidt, Jan Lelito i Stanisław Hajduk. Zespół ten rozrósł się wnet do kilkunastu osób, obejmując znaczną część załogi. I choć nie odegrał tej roli, do jakiej został powołany - oddał przecież duże usługi, podtrzymując wśród załogi ducha polskości i informując kierownictwo ruchu ludowego o zachodzą-cych na zaporze aktualnościach. W ostatnich dniach okupaji członkowie BCh na zaporze zdwoili czujność, spodziewając się Jakichś wyjątkowych posunięć okupanta, które na szezęście nie zaistniały. A gdy odchodząca z zapory załoga przeciągnęła kabel telefoniczny do znajdujących się w pobliżu okopów - Szmidt przeciął go, sądząc. że Jest to właśnie kabel mający w odpowiedniej chwili zapalić domniemane ładunki trotylu, niosące zaporze zagładę. W innym miejscu ten sam kabel przeciął na polecenie Kantora żołnierz BCh, Michał Wolak z Górowej. Ten właśnie fakt stał się powodem powstania różnorakich wersji, które krążąc w Sądeczyźnie latami całymi. wytworzyły wokół zapory krąg fałszywych legend. A tymczasem? A tymczasem sprawy zapory biegły swoim porządkiem, try- bem wielce prozaicznym, dalekim od mitów i Iegend. Jak wszystko, co oparte Jest na technice, postępie i wiedzy. A oto bardziej charakterystyczne wycinki z dziejów rożnow- skiej zapory, opracowane na podstawie zapisków własnych, a przede wszystkim w oparciu o dane wg relacji inż. Wacława Balcerskiego, obecnego profesora Politechniki Gdańskiej, wielkiego przyjaciela ziemi sądeckiej, współtwórcy zapory, która przyniosła Sądeczyźnie tak cenne walory krajobrazowe i ekonomiczne. Na wstępie garść szczegółów informujących o zaporze od momentu jej narodzin. Projekt zapory rożnowskiej powstał w la- tach 1930-35 w biurze dróg wodnych przy Ministerstwie Komuni kacji w Warszawie. Opracował go zespół w składzie: inż. inż. Stefan Baszyński, Stanisław Smoleński, Krzysztof Puzyna, Marian Netkowski, Kazimierz Matul i kilku innych, pod ogólnym kierow- nictwem inż. Zbigniewa Żmigrodzkiego, przy współpracy naukow- ców z warszawskiej politechniki, przede wszystkim stałego kon- sultanta projektu, prof. dra Karola Pomianowskiego. Budowę zapory rozpoczęto w drugiej połowie 1935 r. Roboty, finansowane przez Ministerstwo Komunikacji, prowadziła mieszana polsko-francuska firma pod nazwą ~Zapory i Roboty Hydrauliczne, T-wo Polsko-Francuskie, sp: z o. o., zwana w skrócie >ZRH~. Funkcje kierownicze ze -strony polskiej pełnili w ~ZRH< inż. inż. Włodzimierz Filipkowski, Zdzisław Lewalt-Jezierski, Henryk Wolf- son i inni: Przy budowie. zapory, oprócz zespołu czołowych ~wodziarzy przedwrześniowej Polski, pracowało szereg specjalistów zagranicznych z Francji i Szwajcarii. Dla ich zakwaterowania powstało obok zapory całe osiedle noszące po dzień dzisiejszy nazwę Kolonii Francuskiej. Główne kierownictwo budowy zapory spoczywało w rękach zespołu wybitnych specjalistów z zakresu budownictwa wodnego z inż. Ziemowitem Śliwińskim, Wacławem Balcerskim i Edwardem Światopełk - Czetwertyńskim na czele. Równocześnie z zaporą rozpoczęto budowę dróg węzła rożnowskiego, pod kierownictwem inż. Walentego Krzemienia Stefana Litwiszyna i Władysława Sitarskiego. W momencie wybuchu wojny stan zaawansowania robót na poszczególnych etapach wynosił od 30 do 80%. Wiosną 1940 roku Niemcy rozpoczęli drugi etap dziejów zapory, kontynuując rozpoczęte przed wojną roboty i doprowadzając budowę do końca. Zapora sama gotowa była pod koniec 1941 roku i z tą chwilą rozpoczęli Niemcy w oparciu o polska dokumentację budowę zapory w Czchowie. Roboty w latach 1940 do 1944, prowadziło szereg firm niemieckich. I tak, część budowlaną wykonała "Beton und Monier- Bau AG."dostawę i montaż turbin i generatorów przeprowadziły: "Escher Wyss" z Rarenburga i "Brown, Boveri" z Mannheimu; konstrukcje stalowe dostarczył i zmontował K. Rudzki z Warszawy, zaś budowę dróg prowadziły: "Baumer und Lösch" z Opola i "Helmuth v. Swietelsky" z Minzu. Kierownictwo budowy dróg, pozostało jednak w rękach polskich,przy czym funkcje naczelne pełnił początkowo inż. Marian Netkowski a następnie inż. Eugieniusz Buszma. Pierwszym dyrektorem zapory z ramienia okupanta był inż. Ryszard Dirrigl z Monachium. Doskonały fachowiec do polityki się nie mieszał, a do polaków odnosił się bez specjalnej wrogości, ceniąc ich tyle, na ile zasługiwali swą postawą w stosunku do pełnionych funkcji. Wnet jednak na ogół dobre stosunki uległy znacznemu pogorszeniu o co postarał się niestety jeden z polskich pracowników zapory, Jan Adamaszek, lizus, intrygant i donosiciel, który wkradłszy się w łaski Dirrigla, kłamliwymi oskarżeniami i podejrzeniami wprowadził w życie społeczne zapory, atmoswerę niepewności i lęku. Rok 1941 zapisał się w dziejach zapory serią dramatycznych wydarzeń, które kosztowały życie wielu osób. Dnia 21 stycznia 1941 r. zostali aresztowani a następnie wywiezieni do obozów koncentracyjnych, gdzie zginęli: inż. Jerzy Zawadzki,inż. Edward Słota, i majster Michał Klagin. Wszyscy trzej powiązani z osławionym Związkiem Czynu Zbrojnego, i jego siedzibą w barze "Hanka: w Nowym Sączu. Pięć miesięcy później na zaporę spada nowy bolesny cios.I znów na skutek związków z Nowym Sączem. Oto wiosną tego roku Zmieszkał w Nowym Sączu młody student z Warszawy,brat żony pracującego na zaporze inż. Wasilewskiego Student "spalony" w Warszwie członek ZWZ, zachowywał się w Nowym Sączu dosyć osobliwie i raczej podejrzanie skoro zbierał po kupcach i rzemieślnikach datki na cele konspiracyjne, czego żadna z oficjalnych organizacji podziemnych nie prowadzia. W czerwcu student ów, aresztowany przez policję granatową,zranił śmiertelnie komendanta posterunku w Chełmcu i zbiegł,ukrywając się przez kilka dni właśnie u Wasilewskich w Rożnowie. Parę dni później gestapo wpadło na ślad meliny studenta, aresztując go, a z nim cały szereg osób, a wiec,inż. inż. Zbigniewa i Henryka Wasilewskich, Artura Lożka, dr. Stefana Durkota i majstra Stanisława Ciotha. Ów student, obydwaj Wasilewscy, Durkot i Lożek zginęli 21 lipca 1941 r. na placu kaźni w Biegonicach, Cioth przeżył Oświęcim i doczekał się wyzwolenia w obozie Bresslau - Lissa. Końcem 1941 r. opuścił Rożnów inż. Dirrigl, przekazując dyrektorskie funkcje inż. Oswaldowi Francke zrównoważony i uczciwy - nikogo za swej dwuletniej kadencji nie skrzywdził i nikomu nie zaszkodził zapisał się w kronice zapory ... gorącym romansem z Polką, w dodatku prostą dziewczyną, za co w imię czystości aryjskiej cnoty - został karnie przeniesiony do "Faterlandu".

Tama - Zapora Rożnów w Rożnowie

CD...
Następcą jego został in.z. Arnold Seggelcke, który w ciągu paromiesięcznego pobytu w Rożnowie dał się poznać jako człowiek wyjątkowo szlachetny i dobry. Rzadko spotykana prawość charakteru i serdeczny stosunek do Polaków zyskały mu uznanie i szacunek nawet ze strony najbardziej uprzedzonych do Niemców. W lipcu 1944 r. inż Seggelcke ustępuje miejsca inż. Pastorowi, który funkcję dyrektora pełni do 13 stycznia 1945 r. A więc wokresie najbardziej bogatym w doniosłe fakty i wydarzenia. Zaczęło się od ... zamachu na Hitlera w lipcu 1944 r. po, którym kilkanaście rodzin niemieckich urzędników zapory zatęskniło nagle za "Heimatem" i opuścilo rożnów raz na zawsze. W ich miejsce otrzymała zapora kompanię "wehrmachtu" pluton saperów, i baterię dział przeciwlotniczych, które z przebywającą od dawna żandarmerią miały osłaniac zaporę przed zakłusami bombowców i partyzantów. Miał bowiem fakt wzmocnienia Wojskowej obsady na zaporze bezpośredni związek ze słynną akcją lotnictwa alianckiego, które zbombardowało zapory wodne na Renie, oraz z zasrtzeleniem osławionej w kręgu rożnowa kanalii, st. wachmistrza Zandarmerii Alojzego Riedelmaiera, który zginą 21 czerwca 1944 r. z wyroku polski podziemnej od kul partyzanyow z oddziału "Topora". Z końcem lipca zjechała na zapore ekipa oficerów "Wehrmachtu", którzy siedząc tu pewien czas dokonywali jakichś długich a szczegółowych obliczeń. Po ukończeniu pracy, wrzucili brudnopiost do kosza i odjechali z gotowym elaboratem. Obserwujący skrycie ich czynności inż. Balcerski zebrał natychmiast pozostawione w koszu notatki i przestudiował zabazgrane tysiącem cyfr papiery. Były to jak sie okazało, specjalne obliczenia wytzrzymałości konstrukcyjnej zapory, oraz ilości potrzebnych do jej wysadzenia materiałów wybuchowych i min. Elaborat zamykał się konkluzją orzekającą, że zaminowanie zapory jest sprawą trudną, a efekty ewntualnego jej wysadzenia raczej wątpliwe. Tak się zaczęła i skończyła cała historia z wysadzeniem zapory, która narobiła tyle niepokoju i zamieszania w wielu wioskach, sztabach i komendach. Wnet po obsadzeniu zapory przez wojsko zainstalował się w Rożnowie oddział "TOTD" i zaraz rozpoczęły się w najbliższej okolicy roboty fortyfikacyjne mające bronić zapory mocnym pasem rowów przeciwczołgowych i okopów. Równocześnie przystąpiono do demontarzu dwóch turbozespołów, oraz olbrzymiego parku maszynowego imnóstwa cennych urządzeń znajdujących się na placu budowy. Wkrótce też ruszyły w stronę stacji kolejowej w Nowym Sączu samochody pełne skrzyń z częściami turbin i maszyn. A z Nowego Sącza dalej - doNysy, Otmuchowa, Gorzowa, do Czechosłowacji i Bawarii - o czym świadczyły wturniki Listów przewozowych, skrzętnie odnotowanych przez inż. Balcerskiego,Który chciał w ten sposób ustalić miejsce pobytu wywiezionych maszyn, aby je po skończonej wojnie odszukać i przywrócić gospodarce odrodzonej Ojczyzny. Wywóz maszyn ,był dla polskiej załogi zapory przeżyciem najbardziej dramatycznym i bolesnym. Wiele też nocy nie przespano na zaporze obmyślając sposoby przeciwdziałania. Niestety w istniejącej sytuacji żaden pomysł nie był na tyle dobry aby osiągnąć to, o co chodziło. Czasem tylok zatrudnieni przy załadunku robotnicy z inicjatywy Tomasza Kosakowskiego, korzystając z nieuwagi Niemców - ładowali do skrzyń kamienie i stare żelaztwo opuźniając tym samym wywóz wlaściwych elementów. Lato 1944 r. - to na zaporze także okres nasilonej akcji wciągania Polaków na listy tzw. "Stammdeutschów" zwłaszcza w odniesieniu do tych osób, których nazwiska mogły przy użyciu mniejszego lub większego zasobu dobrej woli nasówać przypuszczenia o niemieckim pochodzeniu. Pokus popartych najbardziej przekonującą argumentacją nie unikną sam sam inż. Balcerski, którego nazwisko kojarzono z popularnymi w Niemczech Balzerami. Akcja prowadzona dosyć obcesowo, przy uzyciu różnorakich środków skończyła się kompletnym fiaskiem wskutek stanowczej postawy załogi, a zwłaszcza ogólnie szanowanych robotników Feliksa Grota i Jana Arendta. Pewnego dnia rozpoczęto na rozkaz władz spuszczać wodę z jeziora. Spowodowało to znaczny wzrost poziomu Dunajca, co z kolei narobiło ogromnego zamętu w Tropiu, gdzie saperzy niemieccy rozpoczęli właśnie budowę mostu. Wskutek gwałtownych sprzeciwów komendanta budowy przerwano opróżnianie zbiornika, ponieważ groziło to zniszczeniem wybudowanych już elementów mostu i zabraniem nagromadzonych na budowie materiałów. Fakt ten miał z kolei ciekawy związek z przebiegiem ofensywy radzieckiej na sławnym przyczółku pod baranowcem. Przeprawą wojsk radzieckich na tym odcinku frątu dowodził, prowadząc zarazem budowę potrzebnych dla przeprawy mostów znany radziecki uczony, specjalista z zakresu budownictwa wodnego, ( później jeden z kierowników budowy sławnej tamy na Nilu pod Assuanem) ppłk. Georgij Aleksandrowicz Radczenko. Ppłk. Radczenko przewidując że Niemcy, aby uniemożliwić, względnie opóżnić przeprawy wojsk radzieckich w dolnym biegu Wisły mogą opróżnić zbiornik rożnowski przy czym olbrzymie masy wód zniszczyłyby wszystkie prowizoryczne mosty - otoczył rożnów szczególniejszą opieką. W okół zapory kręcili się stale w przebraniu żebraków czy kobiet wiejskich najlepsi zwiadowcy z oddziałów ppłk. Radczenki, zaś wobwodzie wojsk technicznych pod Baranowcem, znajdowała się w stałym pogotowiu specjalna grupa komandosów, przeznaczona do dokonania desantu i zajęcia zapory z powietrza. Oczywiście na wypadek, gdyby Niemcy rozpoczęli w krytycznej dla przeprawy chwili opróżnianie rożnowskiego zbiornika. W momencie wspomnianego już częściowego spuszczenia wód,- ppłk. Radczenko zaniepokojony nagłym przyrostem Wisły już zamierzał uruchomić jednostkę desantową, gdy na raz wody zaczęły opadać. I tak interwencja niemieckiego dowódcy budowy mostu w Tropiu uratowała radziecką przeprawę pod Baranowcem a w konsekwencji dalszej, życie wielu radzieckich komandosów, którzy dokonując desantu na Rożnów, musieliby niewątpliwie zginąć. Z czterech turbozespołów, którymi dysponowała wówczas zapora rożnowska - dwa zostały zdemontowane i wywiezione, zaś dwa miały pracować do ostatka. Aby jednak uniemożliwić Polakom rychłe korzystanie z elektrowni zadecydowano że z momentem ewentualnego opuszczenia zapory, zostaną z turbozespołów wwymontowane urządzenia regulacyjne - elementy stosunkowo nieduże i łatwe do usunięcia, ale tak istotne w pracy turbin, jak serce w ludzkim organiźmie. a przy tym niesłychanie trudne do nabycia. Istotnie w przeddzień opuszczenia Rożnowa z obydwu turbin regulatory zostały wymontowane i załadowane na samochód celem wywiezienia. Na szcęście było już za puźno. Pierwsze z wozów opuszcających zaporę, zostały rozbite w Wiesiółce przez oddział partyzancki Ludowej Straży Bezpieczeństwa pod komendą Wojciecha Janczyka ps. "kosa", inne powróciły na zaporę. W międzyczasie oddziały Armii Czerwonej obsadziły Rożnów - Wieś, zajmując stanowiska bojowe u wylotu drogi, którą jedynie można było z zapory wyjechać. W takim stanie rzeczy, Niemcy opuścili zaporę piechotą udając się leśnymi ścieżkami przez wał "Ostrej" ku szosie Nowy Sącz - Kraków, względnie do biegnących tędy okopów gdzie zamierzali wszcząć działania ofensywne. Odchodząc jednak zabrali z samochodu obydwa regulatory turbozespołów i wrzucili do jeziora Na szcęście byli przy tym robotnicy polscy, których informacje pozwoliły ustalić los regulatorów i miejsce ich zatopienia. Uruchomiona przez Balcerskiego natychmiast po wkroczeniu na zaporę wojsk radzieckich akcja odszukania i wydobycia regulatorów, dała pozytywne wyniki; opuszczeni na dno jeziora Arend z Pawłowskim regulatory wydobyli i w 24 godziny po odejściu Niemców - elektrownia rożnowska poszła w ruch, jako pierwszy z zakładów oddanych do eksploatacji na potrzeby Polski Ludowej. W końcowym etapie dziejów zapory ciekawą i godną odnotowania rolę odegrał wyższy urzędnik niemiecki, kierownik Urzędu Wodno - Melioracyjnego w Krakowie, zamaskowany komunista austriacki,inż. Johan Hoschtalek. Wnet po odjeździe inż. Pastora, który 13 stycznia 1945 r. udał się do Rzeszy na urlopzjawili się na zaporze dwaj wysłannicy "Regierungsamtu" w Krakowie, celem dopilnowania pracy elektrowni na czas nieobecności dyrektora. Byli to inż. Hoschtalek i radca Volk. Przyjazd ten był inspirowany przez inż. Hoschtalka, który pracując na rzecz polskiego ruchu oporu, chciał na jego polecenie poczynić wszelkie możliwe kroki mające na celu maksymalne zachowanie zapory i jej urządzeń przed ewentualnym zniszczeniem w ostatnich przełomowych dniach. Po zapoznaniu się z inż. Balcerskim, Hoschtalek z miejsca odsłonił karty i pokazując zaświadczenie wydane przez Krakowskie władze Polski podziemnej - powiedział " Jestem komunistą, a więc wrogiem hitlerowskiego faszyzmu. Przyjechałem tu specjalnie po to, aby pomódz Wam uratować na zaporze i elektrowni co się da, za wszelką cenę ..." Nastepniepopr4osił Balcerskiego o skontaktowanie z najbliższym oddziałem partyzantki polskiej lub radzieckiej przy której pomocy dało by się opanować zaporę. Ponieważ jednak nie było w pobliżu oddziału dysponującego siłą potrzebną do wykonania zadania - Hoshctalek i Balcerski postanowili działać przy wykorzystaniu takich możliwości jakie były do dyspozycji. Najważniejszym w istniejącej sytuacji było przekonanie chwilowego zwierzchnika na zaporze, radcę Volka, o konieczności utrzymania elektrowni w ruchu do ostatniego momentu. Dawało to bowiem, możliwość odsunięcia terminu wymontowania z turbin zespołów regulujących, a tym samym zwiększało szansę ich uratowania przed wywózką. Zadanie to przyją na siebie inż. Hoschtalek, urabiając odpowiednio Volka, oczywiście w imię najświętrzych interesów armii niemieckiej i jej wielkiego wodza Hitlera. Volk dał się przekonać, i elektrownia pracowała jeszcze przez parę dni a w konsekwencji brakło Niemcom czasu na wywiezienie bezcennych urządzeń, bez których rożnowski zakład musiał by stać bezczynnie w najleprzym wypadku przez kilka miesięcy. Sam Volk z Hoshtalkiem odeszli z zapory ostatni. Przechodząc las na "Ostrej", Dostali się w ręce partyzantów AK z placówki mgr Bednarka, którzy przeszli właśnie w rejon zapory dla jej ewentualnej obrony. Od niechybnej śmierci uratowało obydwu posiadane przez Hoschtalka zaświadczenie o współpracy z polskim ruchem oporu. I na zakończenie jeszcze jeden ciekawy moment świadczący o wadze i randze nieznanego ongiś nikomu Rożnowa. Było to w roku 1943. Przebywający wówczas na Bliskim Wschodzie główny twórca zapory rożnowskiej, inż. Ziemowit Śliwiński otrzymał pewnego razu zaproszenie do sztabu alianckiego dowództwa, kwaterującego w tej samej miejscowości. Przebieg wizyty był dla Śliwińskiego wprost szokujący. po dłuższej rozmowie, która okazała się bardzo szczegółowym egzaminem ze znajomości ... topografii Rożnowa - angielski pułkownik patrząc uważnie w twarz Sliwińskiego, powiedział: - "Mam wrażenie, że jest pan dobrym Polakiem " - "Sądzę że pańskie wrażenie odpowiada prawdzie" - odrzekł z uśmiechem Śliwiński. - "Czy w obec tego byłby pan skłonny wziąć udział w ... desancie na Rożnów, gdyby tego zaszła potrzeba? ..." - "Yes,Sir" - zgodził się Śliwiński bez wachania. Niedługo po tem Śliwiński otrzymał pismo zawiadamiające, że propozycja z dnia tego i tego jest już nieaktualna... Byłoby niewątpliwie rzeczą wielce ciekawą ustalić zamiary aliantów związane z planem desantu na Rożnów. Ale o tym powie z pewnością historia II wojny Swiatowej.
Lokalizacja miejscowości:
GPS:
Trasa: tuti.
Foto: